Książka w sprzedaży, a już niedługo warsztaty…

12 lis

Nadszedł ten Wielki Dzień i książka się ukazała. :) Zapraszam więc do jej czytania, a wcześniej polecam zajrzeć na stronę RYMS (kwartalnika o literaturze dla dzieci i młodzieży), gdzie zaprezentowanych zostało kilka stron Po Nieostrzyżonej Stronie Górki:

Po Nieostrzyżonej Stronie Górki na stronie czasopisma Ryms

Dodatkowo informuję, że już  niebawem rozpoczną się warsztaty creative writing, z moim udziałem w roli prowadzącej. :) Warsztaty będą się odbywały w siedzibie fundacji Kuźnia Art, na ul. Bujwida 34, raz w tygodniu (termin zostanie ustalony po zebraniu grupy).

Podczas kursu będziemy przywoływać natchnienie, przełamywać trudności twórcze i rozwijać wyobraźnię. Warsztaty pomogą zaprzyjaźnić się z natrętnym wewnętrznym krytykiem, który uprzykrza proces pisania tekstu i zainspirują uczestników do dalszych poszukiwań twórczych.

Zapisy jeszcze trwają, zapraszam więc do zgłaszania się telefonicznie (na nr 728 914 539) lub przez formularz kontaktowy na stronie:

http://kuznia-art.org/kontakt/

Cena: 80zł/miesiąc, 25zł/pojedyncze zajęcia

Po Nieostrzyżonej Stronie Górki w zapowiedziach Alegorii

1 paź

Uroczyście ogłaszam, że moja książka dla dzieci pojawiła się w zapowiedziach na stronie Wydawnictwa Alegoria. Po Nieostrzyżonej Stronie Górki to mój debiut jeśli chodzi o książki dla dzieci. Akcja wszystkich opowieści skladających się na ten zbiór tyoczy się w tytułowej krainie, a postacią spajającą większość historii jest wróżka, która pomaga niesfornym stworzonkom, które nie wiedzieć czemu wciąż wpadają w tarapaty. Więcej o książce można przeczytać na stronie Alegorii: http://tiny.pl/h1799

Na koniec dodam, że pisanie dla najmłodszych spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłam skupić się na tworzeniu literatury dziecięcej: w tej chwili tworzę powieść o pewnym osobliwym misiu o zbiór wierszy o nieistniejących dziwakach.

Tagi: , , , ,

Gniewne Miastka?

18 sie

Spieszę donieść, że Miastka Zapominane pojawiły się w zestawieniu 12 gniewnych książek:

Źródło:

http://ksiazki.wp.pl/gid,917,page,4,tytul,12-gniewnych-ksiazek-sama-proza-36,galeria.html

Na stronie można zobaczyć inne książki prozatorskie, które zostały uznane za „gniewne”. :)

Co nowego?

22 lis

Dawno już nie umieszczałam żadnej notki na blogu. Przyczyn jest wiele: byłam zajęta dwoma praktykami, pisaniem referatu na konferencję naukową i pracy magisterskiej. Mam nadzieję praca magisterska będzie niedługo gotowa. :)

Jeśli chodzi o ostatnie wieści, to spieszę donieść, że nawiązałam współpracę z Agencją Autorską Zetzet:  http://autorska-agencja.pl/autorzy.html Poza tym staram się o wydanie mojej książki dla dzieci (Po Nieostrzyżonej Stronie Górki).

Baśnie nie przestają mnie interesować. Nieraz incpirują mnie do pisania utworów dla dzieci. Postanowiłam więc zmodyfikować bloga. Odtąd będzie tu wyjątkowo bajkowo. :D

Tagi: ,

Znalezione w szufladzie: Zbieranie porzeczek

5 lut

Po raz pierwszy od bardzo dawna zerknęłam do szuflady. Znalazłam mój tekst opublikowany w nr 29 Zalewu Kulturalnego (rybnickim magazynie kulturalno-społecznym).

Strona czasopisma: http://www.zalew.art.pl/

Tagi: , , , ,

Głos alfabetu

1 lut

Jestem skrzywdzonym alfabetem, liczącym tylko jedną literę. Resztę wyłamywali mi przez lata moi Bliscy – by uczynić ze mnie możliwie najlepszego członka rodziny. Przyjaciela. By nie wydobywało się ze mnie nic więcej niż tylko nieustanne: „ha”. „Ha, ha, ha!”

Z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy przysługiwała mi cała gama emocji. Kiedy moje brzmienie było takie pełne! Jako młody alfabet musiałem sygnalizować potrzeby fizjologiczne płaczem. Jednak gdy tylko zacząłem uzewnętrzniać w ten sposób swoje smutki, niewspółgranie z niektórymi budującymi mnie głoskami – oni ukradli mi towarzyszące żywo tryskającym łzom: „e”. Nawet nie wiecie, jak bardzo zirytowała mnie sama świadomość tego, że nie będę go już mógł używać. Gdy wystąpi taka konieczność. Zaraz później zaczęły znikać kolejne litery. Dla moich Bliskich wszystko, co „bezuśmiechne” stało się „be”. Chcieli, by już zawsze z mych ust wydobywało się „ha”. Demoniczne: „ha, ha, ha!”.

Jakby nie było miejsca na okrzyk bólu. Żadne: „a!” Jakby nie można było w złości krzyknąć: „ka, ka, ka!” Wszystko jest do „de”! Albo: moje życie to jedno wielkie” gie”! Ja już nie potrafię z niedowierzaniem powiedzieć: ”eee…” Albo z podziwem: „ooo!” Z niepokojem (lub z niesmakiem): „uuu!” Czy wreszcie chociaż zająknąć się, wcisnąć między słowa wszędobylskie: „yyy…” Ja teraz nie mówię, ja tylko myślę. Lecz możliwe, że już wkrótce odkryją, że w mojej głowie przetrwał cały alfabet. Wtedy biada mi i biada Wam! Wtedy do końca będzie już tylko: „ha”. „Ha, ha, ha, ha, ha!”

 

(Utwór został wyróżniony w Otwockim Konkursie Literackim)

Tagi: , , , , ,

XXI Ogólnopolskie Spotkania Literackich Pokoleń w Kobylnikach

28 sty

Na początek zdjęcie:

 Gdzie ja jestem? Nie powiem! :D

 

Ogólnopolskie Spotkania Literackich Pokoleń odbyły się 10-13 września 2009 r. W programie: warsztaty prowadzone przez Leszka Żulińskiego i Bohdana Zadurę, koncert „Warszawska Scena Bardów”  i spotkania twórców w szkołach.

Uczestnicy spotkań zostali wyłonieni w konkursie poetyckim przez jury w składzie: Jarosław Jakubowski, Grzegorz Kalinowski, Krzysztof Myszkowski, Mieczysław Wojtasik i Leszek Żuliński. Wiersze zostały opublikowane w antologii Ślady dotyku.

 

Więcej zdjęć na stronie:

http://www.kruszwica.org/viewpage.php?page_id=5

Tagi: , , ,

Spotkanie autorskie w Gimnazjum nr 2 w Głuchołazach

28 sty

Na początek odgrzebię pewien plakat… Tadaaaaaaaaam!

 

To było moje pierwsze spotkanie autorskie i wspominam je z wielkim sentymentem. :) Jak głosi plakat, odbyło się ono w KróliKaczce (czyli w księgarnio-antykwariacio-kawiarni).

http://krolikaczka.blogspot.com/

Drugie spotkanie miało miejsce we wrześniu w Szkole Podstawowej w Polanowicach. Odbyło się w ramach spotkań poetyckich w Kobylnikach

Przyszła kolej na trzecie spotkanie, tym razem w Gimnazjum nr 2 w Głuchołazach, gdzie zostałam zaproszona przez polonistkę i poetkę Agnieszkę Tomczyszyn-Harasymowicz.

 

Odpowiadałam na pytania dotyczące problematyki Miastek Zapominanych, trudów tworzenia oraz planów na przyszłość. Przeczytałam kilka z opowiadań składających się na książkę oraz… zadawałam zagadki. :D Uczniowie wykazali się kreatywnością i udało im się stworzyć nową wersję jednego z utworów.

 

Poniżej zamieszczam kilka zdjęć ze spotkania:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Razem z uczniami i z poetką Agnieszką Tomczyszyn-Harasymowicz.

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Refleksja po dokonaniu wpisu do księgi pamiątkowej. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Za mną – zagadka! Uczniowie tworzyli nową wersję Miastka          Mówiących             Między             Wersami. :)

 

Więcej zdjęć można obejrzeć na stronie:

http://gimnazjum-nr2.pl/content/view/190/68/

Tagi: , ,

Wyróżnienie w VIII Otwockim Konkursie Literackim

28 sty

Z przyjemnością donoszę, że w końcu zabieram się za uzupełnianie bloga i zacznę od wiadomości o wyróżnieniu w konkursie literackim. :) Nagrodzone zostały utwory prozatorskie: Głos obrazowych postaci, Głos nut, Głos balkonu, Głos alfabetu i Czterdzieści dni bez deszczu. Część z nich można będzie przeczytać w kolejnych notkach.

Więcej o konkursie można się dowiedzieć na stronie Biblioteki Publicznej w Otwocku:

http://www.bibliotekaotwock.pl/archiwum.php

Tagi: , , ,

Wyjście z domu – nowa wersja

30 lis

Ostatnio próbuję się zmobilizować do rozwijania wcześniej napisanych utworów. Niedawno pracowałam nad Wyjściem z Domu – tekstem nagrodzonym w konkursie literackim Krajobrazy Słowa. Tak w tej chwili wygląda opowiadanie:

  

Wyjście z Domu

 Zacznę powracać. Tak bardzo się boję, że nie wyruszam w drogę. Zresztą, nikt mnie w nią nie wysyła. Sama boję się wyjść z domu. Tak tu ciepło. Tak przyjemnie. Nie dzieje się nic niepokojącego. Żaden brak mi nie doskwiera. Nie mam własnych potrzeb. Zresztą, dlaczego miałabym je mieć? Siedzę cichutko. Idealna. Grzecznie zachowuję się przy stole. Mówię wszystkim: Dzień Dobry! i Do widzenia! Wtedy, kiedy trzeba. Wszyscy mówią, że jestem dobrze wychowana, i że zawsze wiem jak się zachować. Mieszkam w trumnie i zachowuję się tak, jak przystało trupowi. Trumna nie urośnie, więc ja też nie mogę. Mama posądza łóżko o zdolności do kurczenia się. Pomaga obcinać mi pięty i palce, bo muszę do niego pasować. Próbuje mnie przygotować do tego Innego Domu, gdzie będę Taka-Jak-Ona. Ale nie chce mi nawet kupić nowych pantofelków.

Gdy tylko pojawia się królewicz – z bucika wycieka krew. Podstęp wychodzi na jaw. Ubytki w stopach nie mogą odrosnąć, bo niezdejmowane buty im na to nie pozwalają. Nie mam więc szans pasować do pantofelka. Tylko dlaczego, to ja powinnam pasować do niego, a nie on do mnie? Próbując wcisnąć stopę w pantofelek – wychodzę na podłą oszustkę. Podszywam się pod piękność. Nieskalanego Kopciuszka. A przecież nawet nie chciałabym nim być. Nie chcę dźwigać wiader pełnych brudnej wody. Pozwalać się poniżać. Wzrastać przez umniejszanie. Być może Kopciuszek wcale nie jest moją historią. Może wcale nie jestem złą siostrą?

Trudno mi znaleźć swoją bajkę. Schemat, który pasowałby do mojego życia. W którym mogłabym wygodnie utknąć i nigdy się z niego nie ruszyć. Dniami i nocami przeszukiwałam książki. Bezskutecznie. Nie znalazłam takiego, który by mi odpowiadał. Nie interesują mnie wyprawy do baśni innych krajów, spotkania z dewami czy elfami. Próbowanie tego, co mogłoby mi odpowiadać. Nie ma konieczności pokonywania smoków, bo zamknięte po drugiej stronie Kolorowego Pudełka często uśmiechają się przyjaźnie. Nieraz ptaki wykradają jabłka z naszego sadu. Ale po co ich szukać? Po co je gonić? Nie potrzeba mi bogactw, połowy królestwa, ręki pięknej księżniczki. Zdzieranie ołowianych trzewików i kosturów nie wchodzi w rachubę. Po co wychodzić z Domu?

Mogłabym usnąć. Zostać Śpiącą Królewną. Ale nie chcę, by przychodził jakiś książę i mnie całował. Nie potrzebuję tego do szczęścia. Po co ktoś ma ginąć tylko po to, żeby mi popsuć nastrój? Wyrwać mnie z błogiego stanu, w którym tak chętnie się zanurzam? Myślałam też o tym, by być Roszpunką. Jednak moje włosy nie są na tyle długie, by mógł się po nich wspiąć królewicz. Zresztą, pewnie gdybym go tylko zobaczyła – zaraz ucięłabym długi warkocz. Nie chciałabym zmiany. Wolałabym siedzieć zamknięta w wieży bez schodów razem z czarownicą niż w pustelni wychowywać bliźnięta. Wykonywanie jakichkolwiek działań wiąże się z ryzykiem. Lepiej jest tak jak jest. Może nie idealnie, ale zawsze tak samo. Stabilnie. Niezmiennie.

Widzę siebie w każdej książkowej postaci. Zawstydzają mnie swoim zachowaniem lub doskonałością. Jak mogę być nimi wszystkimi? Trzeba część z nich wyrzucić poza obręb siebie. Chronić siebie przed tym, kim mogłoby się być. Przerażają mnie krzyżujące się dróżki i pędzące po nich ślimaki. Ich długie rozmowy. Nagłe zatrzymania. Wymiana piasku i kamieni. Ślady po ślizganiach i zacieranie śladów. Chcę być na tej jednej. Odciętej od towarzystwa, zablokowanej w rozwoju. Zapomnianej przez rozgadane koleżanki. Nie chcę się rozdwajać, tak jak włosy. Nie ufam starcowi stojącemu na rozwidleniu dróg, na których rozstają się trzej bracia, i gdzie Głuptasek podczas powrotu do Domu zostaje zrzucony do studni. Nie pytam o drogę nawet wtedy, gdy błądzę.

Zauważyłam jak przytulające się do ścian Domu róże oblazł mrówki. Na chropowatej powierzchni budynku pojawiła się rysa. Stawała się coraz bardziej wyraźna i długa, dołączyły do niej inne, które niebezpiecznie się do niej przybliżały. Wkrótce przemienią się w pęknięcia. Mama tego nie zauważy. Być może wezwie murarza, by zamazał dziurę. Ale pęknięcie będzie się pogłębiać, aż dom się zburzy. Trzeba będzie opuścić ruiny i znaleźć nowe schronienie. Szukać ogłoszeń, znaleźć agenta, zdobyć pieniądze. Zastanawiać się, czy się dobrze osadzi, czy dom z kominka nie będzie niszczył przyrody. Sprowadzić ekipę remontową i zdecydować, jak mniej więcej ma wyglądać.

Wolę mieszkać w cudzych domach, lecz nie korzystam z zaproszeń. Choć wiem, że jako trup jestem mile widziana. Jednak nie poszukuję, bo tu jest mi dobrze. Nie wyobrażam sobie próbować. Nie dlatego, że boję się, że roztopiłby mnie deszcz. Że odór Wiosny przyprawiłby mnie o mdłości. Nie byłoby w tym nic złego. Skończyłaby się moja historia. Życie okazałoby się dramatem. Baśń by mi nie zagrażała. Nie musiałabym powrócić do Domu. Prawdziwym dramatem byłoby, gdyby krople deszczu uwierzyły w to, że naprawdę jestem trupem i mnie nie zabiły. Bo co by było, gdyby się okazało, że gdzieś indziej jest lepiej, i że zdawało mi się, że jestem szczęśliwa? Co by było, gdyby innych Domach mi się nie spodobało i musiałabym je opuścić? Czy gdybym zatoczyła koło, doświadczyła rytualnego cyklu – mogłabym stąd uciec? Ponownie wyjść? Baśń o tym nic nie mówi. Żyli długo i szczęśliwie ma zamykać usta niedowierzającym.

Nie jestem budowniczym ani renowatorem. Nie znam się na architekturze. Ale wiem, że mój Dom już się we mnie nie mieści. Potrzebuje nowych terenów i nie bierze pod uwagę ograniczeń. Chce rosnąć. Nie da się go przyciąć, tak jak stóp. Ciało nie posiada mocy pantofelka. Nie potrafi powstrzymać Domu, który zmusza mnie do wyjścia i postawienia fundamentów na w krainie, która nie została opisana w żadnej baśni. Trzymam w ręku klucz. Chcę go połknąć i się udusić. Wystarczy, że jestem krzesłem, stołem, szafą. Przeraża mnie bycie apartamentem.

Tagi: , , ,

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.